W tym bardzo słodkim wpisie laughing dowiesz się:
Co zrobić ze słodyczami w diecie dziecka? – 3 możliwości.

Dlaczego uważam, że zdrowe słodycze istnieją?

Jaki skład miały ciastka markizy z 1989 roku? – zobacz  i porównaj.

Dlaczego nie tylko o ten cukier mi chodzi? – lista szkodliwych dodatków.

Dlaczego warto robić dziecku domowe słodycze?

Jak wyglądało rozszerzanie diety na przekór – po mojemu laughing

Kilkulatek je słodycze przez cały dzień – czy da się to zmienić?

Słodycze

Słodycze to ciężki temat. Wszyscy je uwielbiamy, a dzieciom szczególnie trudno odmówić słodkiego smaku. Powtarzanie dwulatkowi, że słodycze są niezdrowe mija się z celem. My to wiemy i chyba tylko to powstrzymuje nas – dorosłych, przed ciągłym podjadaniem czekolady. Dla takiego malucha to abstrakcja – “niezdrowe”? A co to właściwe znaczy? Ważne, że są pyszne, a nie, że za 5-10 lat będzie cierpiał na jakąś chorobę. Perspektywa miesiąca dla dziecka to kosmos, a co dopiero kilka lat. A więc co zrobić z tymi słodyczami?

Około pierwszego roku życia ( czasami wcześniej tongue-out ) słodycze zaczynają pojawiać się w diecie dziecka. Każdy ma 3 możliwości:

  1. Nie robić z tym nic – dawać dziecku słodycze i nie przejmować się tematem.
  2. Dawać w granicach rozsądku (nie wiem co to właściwie oznacza, bo każdy mówiąc “raz na jakiś czas” myśli coś innego). Na początku można dziecku wydzielać “od czasu do czasu”, im dziecko starsze tym coraz gorzej. No i jeszcze kwestia innych (oprócz cukru) składników, od których w głowie się kręci tongue-out
  3. Nauczyć się robić kilka podstawowych domowych smakołyków, które są zdrowsze dla małego brzuszka. Wprowadzić je do diety jako pierwsze (pomijając te ze sklepu), bo nie ma obowiązku kupowania słodyczy w sklepie, nawet jeśli “wszyscy tak robią” i nawet jeśli to są “słodycze dla dzieci”. Jak już pewnie wiesz, to moja strategia, którą wybrałam i dalej (Lila ma prawie 5 lat) całkiem nieźle się sprawdza.

Zdrowe słodycze istnieją

Słodycze mają być słodkie, te domowe też. I  nie tłumacz mi proszę, że to czy zrobię batonika czy go kupię to to samo. Dla mnie nie. Nie jestem kosmitką i nie mam zamiaru zabierać dziecku słodkiego smaku. Robiąc domowe słodycze musisz dodać jakieś słodzidło – czy to papka z bananów, mus z jabłek, miód, syrop klonowy lub daktyle. Nie jest to jednak powszechnie używany i dodawany do słodyczy cukier rafinowany i syrop glukozowo – fruktozowy. I najważniejsze – Ty sama decydujesz jak dużo tego słodzidła wsypiesz – nie musi to być od razu pół szklanki cukru kokosowego! Domowe słodycze to inny wymiar słodyczy. Dlatego uważam, że zdrowe słodycze istnieją. Batonik ze sklepu oprócz cukru ma całą masę innych szkodliwych składników. Ten domowy – orzechy, płatki owsiane, rodzynki, a nawet … marchewkę.  I nie martw się, domowe słodycze też są pyszne – nie jest to brukselka w czekoladzie. Taki psikus zrobiłam na halloween! tongue-out

Ciasteczka markizy z 1989 roku
Wiele razy czytałam “my jedliśmy słodycze i żyjemy”. To, że żyjemy to super, ale jak? Ile ludzi w wieku 30+ zmaga się z chorobami, nadwagą itd.? My jedliśmy słodkie babcine wypieki (zazwyczaj tylko w niedziele) i zaraz potem biegliśmy na podwróko bawić się w chowanego. Teraz to trochę inaczej wygląda – zresztą sama zobacz jak zmieniła się lista składników popularnych ciastek. Poniżej składniki ciasteczek z 1989 roku. Zobacz jakie to składniki i porównaj z ciastkami, które w tej chwili można kupić. Jest różnica? JEST. Bo teraz oprócz tłuszczu, mąki i cukru znajduje się o wiele więcej składników, które nie są nikomu potrzebne. A na pewno nie małemu dziecku. Dla porównania lista składników takich samych ciasteczek (2018):
U

Markizy

mąka pszenna, cukier, oleje roślinne (palmowy i rzepakowy), 3% kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, laktoza, mleko w proszku pełne, cukier inwertowany, substancje spulchniające: węglany sodu, winiany potasu 0.4%, miazga kakaowa, syrop glukozowy, sól, naturalny aromat, emulgator: lecytyny, jaja w proszku, barwnik: kurkuma
U

Ciastka Misie dla dzieci

mąka pszenna 23,6%, syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, jaja 12,5%, olej rzepakowy, stabilizator (glicerol), odtłuszczone mleko w proszku (3,8%)*, pełne mleko w proszku (2,5%)*, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, skrobia pszenna, dekstroza, substancje spulchniające (difosforany, węglany sodu), sól, emulgatory (mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych estryfikowane kwasem mlekowym, estry kwasów tłuszczowych i poliglicerolu, lecytyna sojowa), aromaty, substancja zagęszczająca (guma guar), regulator kwasowości (kwas cytrynowy), *ekwiwalent 60% mleka świeżego.

O ile nasze mamy i babcie nie miały TEJ świadomości – wtedy najbardziej znanym sloganem był “cukier krzepi, nie żałuj dziecku cukru”, tak my mamy dostęp do informacji, wielu książek i artykułów.  TAK – my jedliśmy cukier i żyjemy, ale nasz cukier w diecie, to była maleńka szczypta w porównaniu do tego, ile teraz zjada przeciętne dziecko. Czasy się zmieniły i to, co dla nas było “od święta” teraz jest na wyciągnięcie ręki – codziennie. Cukier to jedno, ale to przecież nie tylko o cukier chodzi. Ja nie robię domowych słodyczy tylko po to, żeby uniknąć cukru rafinowanego.  Cukier to “tylko” czubek góry lodowej wink Warto przyjrzeć się etykietom i dostrzec, co tam oprócz cukru znajduje się w danym produkcie. Poniżej znalazłam 5 szkodliwych dodatków oraz możliwe skutki uboczne.

Lista szkodliwych dodatków
E635 5′-Rybonukleotydy disodu – może powodować zmiany skórne, wahania nastroju, nadpobudliwość

E951 Aspartam – może powodować bóle głowy, nudności, bezsenność, problemy z oddychaniem

E 414 Guma arabska – może wywołać wzdęcia

E 211 Benzoesan sodu – astma, pokrzywka, reakcje alergiczne

Indygotyna E 132 -reakcje alergiczne

Dlaczego warto robić dziecku domowe słodycze?
  1. Mają lepsze wartości odżywcze.
  2. To nie są tylko puste kalorie.
  3. Nie są tak naładowane cukrem jak te ze sklepu – sama decyduję jak słodkie mają być moje smakołyki. Dzięki temu Lila ma zupełnie inny próg słodkości niż my. 
  4. Niektóre można jeść bez poczucia winy nawet na śniadanie! 🙂 np raffaello. Przecież to prawie jak jaglanka z wiórkami kokosowymi. I to jest na pewno pożywniejsze śniadanie niż parówka czy płatki czekoladowe!
  5. Mniej cukru w diecie dziecka = większa ochota na inne rzeczy np. warzywa.

 

Słodycze w diecie dziecka

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że regularne podawanie dzieciom słodyczy przyczynia się do odmowy spożycia głównych posiłków. Najcenniejsze produkty takie jak warzywa lub owoce stają się nieakceptowane. W efekcie głównym elementem menu dziecka są produkty, które mają minimalne wartości odżywcze. Jeśli Twoje dziecko jest w tej chwili niemowlakiem i rozszerzanie diety masz dopiero przed sobą, to jesteś w idealnym miejscu i idealnym czasie. Przeczytaj mojego bloga, zapoznaj się ze strategią nie-podawania-słodyczy-ze-sklepu do 2 roku życia (u nas trwa to już 4 rok), przejrzyj posty i zobacz menu dziecka, które pokochało warzywa i owoce, jogurty naturalne i domowe słodycze. Nie ukrywam, że wiele rzeczy musiałam zmienić (zaczynając od siebie i swoich nawyków),  wiele rzeczy robiłam jakby “na przekór” (teraz, 4 lata później, coraz więcej rodziców czyta etykiety i zwraca uwagę na składniki produktów). Kilka lat temu wyłamałam się z pewnego schematu, a słowa “przecież wszyscy tak robią/ dają dzieciom” puszczałam mimo uszu. Rozszerzanie diety zaczęłam po 6 miesiącu i bardzo ostrożnie wprowadzałam nowe produkty do diety Liliany. W momencie kiedy większość rodziców dookoła wybierało gotowe kaszki owocowe dla dzieci, ja uparcie gotowałam kaszkę bezsmakową, bezmleczną (“o jak Ty możesz – takie to jałowe”!?) na wodzie. I Lila zajadała to, aż się uszy trzęsły. Pewnie byłoby inaczej gdybym “od czasu do czasu” podała jej kaszkę “dla dzieci” znanej firmy. I wtedy mogłabym zapomnieć o zdrowym starcie w przyszłość tongue-out Mielibyśmy start w cukier i olej palmowy. A tego przecież (szczególnie na początku rozszerzania diety) chciałam uniknać. Warto było poświęcić trochę czasu, warto było robić domowe słodycze na każdy wyjazd. Pamiętam jak eksperymentowałam w kuchni, aby Lila zjadła coś, co chociaż wyglądem przypomina znanego batonika ze sklepu. Ostatecznie udało mi się stworzyć kilka przepisów na smakołyki, które cały czas robimy. Lila na zakupach nie pyta czy kupię jej raffaello tylko czy zrobię, nie domaga się jakiś batoników tylko dba o to, aby w domu nie zabrakło masła orzechowego (potrafi już znaleźć w sklepie), gorzkiej czekolady i płatków owsianych. Wie, że z tych składników możemy wyczarować np. kinder CUDO lub ciasteczka pieguski.

Domowe słodycze dla dzieci

Podsumowując rozszerzanie diety to zrób wszystko, aby Twoje dziecko zostało smakoszem. Spraw, aby pokochało zdrowe posiłki. Masz wielką szansę na powodzenie, bo zaczynasz od nowa – nie zasypuj malucha słodyczami z napisem “dla dzieci”, bo to nie przyniesie żadnego pożytku. Na początku wprowadź warzywa i owoce oraz zdrowe produkty. Często jest tak, że to co jest dedykowane dzieciom nie jest najlepsze np. kaszki czy jogurty, dlatego zwróć uwagę na skład.

Jeśli masz już w domu kilkulatka, który uwielbia słodycze ze sklepu, nie potrafi bez nich żyć i (co gorsza) najchętniej zajadałby słodkie czekoladki na śniadanie, obiad i kolacje to sytuacja jest kiepska, ale jeszcze możesz, a nawet musisz coś z tym zrobić. Myślę, że najlepszą opcją jest po prostu niekupowanie słodyczy. Wiem – głupia i oczywista rada, ale od czegoś trzeba zacząć, a uwierz mi, że to jest pierwszy i najtrudniejszy krok. Dziecko ma ochotę na słodki deser? – zaproponuj domowe słodycze, które wyglądają podobnie, możecie wymyśleć swoje nazwy, możesz na początku dodawać więcej słodzidła, a później stopniowo zmniejszać ilość. Niech słodkie owoce będą zawsze na wyciągnięcie ręki.

To właśnie TY masz wpływ na żywienie i nawyki swojego dziecka. Czy naprawdę już w wieku 2-3 lat chcesz przyzwyczaić malucha do słodyczy ze sklepu, bo “wszyscy kupują”? Batonik, cukrowy jogurcik, ciasteczka nie dostarczą dziecku żadnych wartościowych składników tylko kształtują nawyk sięgania po markowe słodycze i smaki, do których dziecko się przywiązuje.

I teraz pewnie myślisz “o rany – i jeszcze mi każe kinder batoniki robić”. Haha! Tak – po to tutaj jestem. Aby Cię zmobilizować i udowodnić, że warto, bo jak teraz zaczniesz, to za kilka miesięcy będziesz zbierać plony ❤ A za kilka lat Twoje dziecko Ci podziękuje. Mnie przeraża ilość i jakość składników w słodyczach. Nie musisz podawać ich dziecku, bo nauczę Cię, krok po kroku, jak zrobić znane smakołyki w zdrowszej wersji. Wyglądają bardzo podobnie, w smaku pyszne, a do tego przygotowane są z wartościowych składników. Postanowiłam stworzyć e-booka, w którym znajdziesz przepisy na nasze ulubione domowe słodycze. Niektóre z nich zrobisz w 5 minut (z wysprzątaniem kuchni oczywiście! tongue-out) i obiecuję, że nie będziesz potrzebować składników z drugiego końca świata.

 

Zyskasz wiedzę, inspiracje i będziesz mogła przygotować smakołyki, które nie szkodzą Twojemu dziecku. 
Zamień SKLEPOWE na DOMOWE
%d bloggers like this: