Brzuszek dziecka to nie śmietnik!

Świeżo upieczony rodzic, który dopiero wkracza w nowy etap, jakim jest żywienie dziecka, często nieświadomie popełnia błędy, bo wykorzystuje przyzwyczajenia, które dobrze zna z własnego dzieciństwa. Wdraża i przekazuje swoje (często kiepskie) nawyki. Niestety cukier już nie krzepi i kości nie wzmacnia, a na opakowaniu produktów znajdujemy coraz więcej magicznych substancji poprawiających smak, wygląd i konsystencję! Dlatego stwierdzenie “ja jadłam i żyję” wypada trochę kiepsko, bo jadłaś znacznie mniej cukru i innych szkodliwych produktów, niż teraz dzieci w obecnych czasach.
Ten post powstał po to, aby uświadomić, że brzuszek dziecka to nie śmietnik i nie warto wrzucać do niego wszystkiego, co jest wyprodukowane specjalnie “dla dzieci”. Z tego wpisu dowiesz się, że: 
$
Nie musisz kupować produktów, które są stworzone “specjalnie dla dzieci”.
$
Warto zapytać o radę kogoś, kto ma pojęcie o żywieniu – nie zawsze można zaufać mamie lub najbliższej koleżance.
$
Brzuszek dziecka to nie śmietnik i warto o tym pamiętać przez co najmniej kilka pierwszych lat życia.
$
Lila nie je sklepowych słodyczy.
$
Organizuję darmowe wyzwanie BLW, które będzie trwało 5 dni.
 Na początku wyjaśnię, że śmieci to potocznie rzeczy bez wartości. Idąc tym tropem – produkty, które zawierają konserwanty, syrop glukozowo – fruktozowy lub olej palmowy są dla mnie bez wartości. Jeśli dieta małych dzieci w np. 60-100% składa się z takich produktów, to niestety z brzuszka robi się śmietnik. Ten post, to też moment na zrobienie rachunku sumienia. Weź głęboki oddech i uśmiechnij się, bo być może przed Tobą zmiana nawyków i starych przyzwyczajeń. Nie martw się – zmiany są fajne i potrzebne.

Jesteś gotowa? To czytaj dalej. Będzie ostro!

Zastanów się, co kupujesz dla swojego dziecka i dlaczego akurat ten produkt? Kupujesz ciasteczka z olejem palmowym? Wręczasz z uśmiechem na ustach żelki z witaminami, bo myślisz, że w ten sposób dostarczysz niezbędnych składników? Idziesz do sklepu i pakujesz do koszyka produkty, bo ufasz producentom, bo widziałaś tą markę w telewizji? Producenci kuszą i robią to doskonale – pakują czekoladki w piękne, bajkowe opakowania, do jogurtu dodają jakąś zabawkę – wszystko po to, aby dany produkt trafił w gusta małych konsumentów. Nikt nie zadba o zdrowie Twojego dziecka – zrób to sama. Jeśli kupujesz żelki, ciasteczka, kaszki z cukrem z braku świadomości to ok – rozumiem. Wiem jak łatwo wpaść w pułapkę, bo producenci bezustannie zapewniają, że ich produkty są “zdrowe dla kości”, “pełne wapnia”, “doskonałymi przekąskami” itd. Z reguły większość ludzi nie drąży tematu, sięga po to w dobrej wierze. Przecież każdy chce jak najlepiej dla swojego dziecka. Fajnie, że tutaj trafiłaś – mam nadzieję, że Cię zainspiruję. Jeśli natomiast masz pojęcie o szkodliwości niektórych składników i nie czytasz składu z lenistwa, tłumacząc sobie, że “wszyscy jedzą i żyją”, to zastanów się, co powiesz dziecku za kilka lat jak zapyta “mamo, dlaczego faszerowałaś mnie takimi produktami, olejem palmowym i syropem g-f? – przecież w internecie mogłaś się dowiedzieć o szkodliwości tych produktów”. Chcesz to zmienić? Nie będzie łatwo – fajnie, że jesteś, bo razem możemy zdziałać więcej. Czytanie bloga zacznij tutaj -> Pierwszy raz

To tylko jedno ciasteczko

Jedno ciasteczko dziecku nie zaszkodzi. To “raz na jakiś czas” (moje ulubione stwierdzenie) też raczej nie. Ale czy to aby na pewno jest jedno ciasteczko? Pomyśl, ile soków, jogurtów, batoników, czekoladek i innych niespodzianek zjada Twoje dziecko w ciągu dnia. Wyjście do Maca traktujesz jako nagrodę za dobre oceny czy wizytę u lekarza? Powiem jedno: zmień to! Jak najszybciej.

1000 pierwszych dni

Masz dostęp do internetu, specjalistów i lekarzy. Jeśli nie wiesz, co podać dziecku – zaczynasz przygodę z rozszerzaniem diety, to zapytaj kogoś, kto ma pojęcie o zdrowym odżywianiu i jaki ma to wpływ na zdrowie człowieka. Kogoś, kto wie że 1000 pierwszych dni ma ogromne znaczenie dla dziecka, a zdrowy start w przyszłość to nie kaszki błyskawiczne z cukrem ani jogurt, który nawet w lodówce stać nie musi. Niestety często jest tak, że nie można w temacie żywienia zaufać mamie czy najlepszej koleżance.  Jeśli jesteś przed rozszerzaniem diety, zastanów się czego chcesz nauczyć małego człowieka, który ma “zdrowy brzuszek” i Ty go będziesz zapełniać – jakie nawyki żywieniowe planujesz przekazać? Czym zapełnisz? wrzucisz śmieci czy wartościowe produkty? Chcesz go nauczyć jeszcze przed ukończeniem roczku, że najlepsze śniadanie to płatki czekoladowe, na obiad gotowe frytki, bo nie warto jeść innych warzyw, a kolacja to mięso zmiksowane z tłuszczem czyli parówki?
Lila je szpinak, marchewkę i brukselkę? Dziękuj Bogu!

“Dziękuj Bogu, że Twoja Lila pije wodę, je owsiankę, warzywa i ZIELONEGO brokuła. Bo moje dziecko to tylko danonki, paluszki przez cały dzień. No i parówki.” Tak, dziękuję! Ale Lila nie je płatków czekoladowych, danonków i parówek, bo po prostu tego nie zna. Nie pije soków, bo od początku podaję jej wodę. Czy wiesz ile mnie kosztowało, żeby ją tego nauczyć i nie pójść na skróty po pierwszej nieudanej próbie i gadkach typu “ojojoj, woda to dla zwierząt”? Ile razy musiałam kombinować przed wyjazdem do głupiego centrum handlowego, aby zapewnić jej jakieś wartościowe jedzenie, aby nie skusić się na lubisia czy biszkopty. Jakbym się skusiła jeden raz “nic by się nie stało”, ale zapewne za jakiś czas skusiłabym się drugi i trzeci, a moje dziecko już miałoby zakodowane, na której półce mieszka sobie mały słodki lubiś. Poza tym okazałby się, że to świetny umilacz czasu i w dodatku słodszy niż domowe ciasteczka. Więc po co jeść ciastka od mamy? Dziecko nie napije się wody, gdy dostaje soki. Nie zje owsianki, gdy w szafce czekają na niego czekoladowe płatki. Dziecko nie zje owoców skoro wie, że dostanie owocowe żelki. U nas od kilku lat świetnie działa zasada -> nie kupujemy Lilce słodyczy w sklepie – robimy smakołyki w domu. Dzięki temu, Lila nie kłóci się o jajko niespodziankę, tylko szuka składników, które są potrzebne, aby przygotować kinder cudo, mleczną kanapkę lub domowe pieguski. Na rynku pojawia się coraz więcej dobrych słodyczy, więc już teraz zdarza się kupić jakieś dobre kalorie laughing A nasze domowe słodycze wyglądają tak:

E-Book "Domowe słodycze"

popularne słodycze w zdrowszej – domowej wersji
Chcesz za dwa lata wypowiedzieć magiczne zdanie “moje dziecko NIC nie chce jeść”? zwalając całą winę na małego człowieka? Oczywiście nic nie chce jeść oprócz parówek, płatków i placków z cukrem? Nic nie chce jeść oprócz ciastek, czekolady i frytek. Najprawdopodobniej dlatego, że nie było mu dane zasmakować płatków owsianych, warzyw i domowych ciastek. Po dwóch latach zbierasz PLONY tego, co “zasiałaś w brzuszku”. Traktowałaś brzuszek dziecka jak [sorry] śmietnik? Maluch przyzwyczaił się do tych produktów i chyba nie muszę pisać, jak ciężko jest oduczyć takiego jedzenia – jak trudno jest zmienić nawyki. Ale chyba sama przyznasz, że produkty z takim składem [zobacz poniżej] nie są najlepsze dla malucha.

Magiczne parówki

Nie jestem totalną przeciwniczką parówek. Na szczęście na rynku pojawia się coraz więcej dobrych pozycji. Ale to i tak nie jest powód, aby serwować je zbyt często małym dzieciom. One mają w sobie coś magicznego i dzieci lubią je za bardzo laughing Poniżej składniki parówek z obrazkiem bobasów na opakowaniu, co sugeruje, że są idealne dla dzieci. Jak widać nie są. Chcesz kupić i podać dziecku parówki? Czytaj skład!
Skład parówek
Mięso z kurczaka 53%, woda, tłuszcz kurczęcy, tkanka łączna kurczęca, skrobia ziemniaczana, tłuszcz wieprzowy, błonnik pszenny, kasza manna (gluten), mięso wieprzowe, tkanka łączna wieprzowa, sól spożywcza, białko sojowe, kolagenowe białko kurczęce, stabilizator: cytrynian sodu, octan sodu, przeciwutleniacze: kwas askorbinowy, kwas cytrynowy, aromaty, maltodekstryna, glukoza, przyprawy i  ekstrakty przypraw, aromat dymu wędzarniczego, substancja konserwująca: azotyn sodu. Produkt może zawierać śladowe ilości selera, gorczycy, produktów pochodnych mleka, w tym laktozy.
Płatki
mąki (66,0%) [pszenna pełnoziarnista (45,4%), kukurydziana, ryżowa], cukier, syrop glukozowy, kakao (6,2%), olej palmowy, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu (0,5%), sól, regulator kwasowości (fosforany sodu), aromat naturalny, substancje wzbogacające: witaminy i składniki mineralne (niacyna, kwas pantotenowy, witamina B6, ryboflawina (B2), tiamina (B1), kwas foliowy, witamina D, wapń, żelazo)
Jak wytłumaczysz trzylatkowi, który domaga się kolejny raz parówek na obiad, że są niezdrowe? Jedząc parówki na obiad, nie ma już miejsca na inne wartościowe składniki niezbędne dorastającemu dziecku. Jeśli nie podasz zdrowego jedzenia, to dziecko go po prostu nie pozna. Dlaczego w momencie totalnej kontroli (pierwsze kilka lat życia) robisz śmietnik z brzuszka dziecka? Dlaczego wprowadzasz do diety parówki już w pierwszym roku życia, a później dziwisz się, że to ulubione danie dziecka?

Dziecko Ci ufa – zadbaj o jego zdrowie

Pomyśl sobie, że Twoje dziecko Ci ufa. To Ty wybierasz i przygotowujesz  jedzenie.  Jesteś przewodnikiem, nauczycielem i prywatnym ministrem zdrowia. Zadbaj więc o to, aby jedzenie było zdrowe i dobre dla jego rozwoju. Zadbaj o nieprzetworzone posiłki, smaczne i wartościowe przekąski. A i najważniejsze – daj dobry przykład. Brzuszek dziecka to nie śmietnik, nie wrzucaj śmieci.

 

Prawidłowe odżywianie jest ważniejsze od nowej super zabawki i modnych ubrań.

Zapisz się na darmowe wyzwanie BLW, a dowiesz się jak zacząć rozszerzanie diety – kiedy, co podawać, a czego lepiej nie kupować. Więcej szczegółów tutaj -> WYZWANIE BLW
%d bloggers like this: